Archiwa autora: andrzejbrzeziecki

Ukraina nie dla gejów

Tylko co dwusetny Ukrainiec byłby gotów zaakceptować homoseksualna osobę w rodzinie lub wśród przyjaciół. Zdecydowana większość Ukrainców nie, to że nie lubi gejów i lesbijek, ale właściwie ich niecierpi. Tylko 9 proc. mieszkańców Ukrainy jest gotowa w ogóle zaakaceptować istnienie homoseksualistów zaś ponad połowa najchętniej zamknęłaby granice państwa przed gejami. Jak pisze tygodnik Korrespondent, który przytoczył te dane za GfK Ukraine, homofobia nad Dnieprem nabiera na sile. Z drugiej strony, jak mówi cytowana przez Korrespondenta socjolożka Tamara Marceniuk, taki stosunek do homoseksualizmu to spadek po ZSRR, gdzie pociag do tej samej płci był karany aż do samego końca. Wydawałoby sie, że im dalej w czasie od komunizmu, tym społeczeństwo powinno być bardziej liberalne. Niestety jest inaczej. To przecież także zwolennicy ukraińskiej opozycji krzycza: Dziękujemy mieszkańcom Danbasu za prezydenta pederastę! A w czasach pomarańczowej rewolucji zwolenników Janukowycza także pogardliwie przezywano pedałami. Była to gra słów bo goluboj może znaczyć niebieski ( kolor Partii Regionów) albo może oznaczać w slangu właśnie homoseksualistę. Więc to raczej ukraińscy demokraci powinni odrobić zadanie domowe i zastanowić się nad własnym stosunkiem do mniejszości seksualnych, a nie powinni zasłaniać się spuścizna komunizmu.

Zapytaj Rahmona

W Tadżykistanie, w związku z Dniem Młodzieży, prezydent Emomali Rahmon wpadł na pomysł, by młodzi obywatele – na specjalnie zorganizowany spotkaniu – zadawali mu pytania.
Tymczasem – uznawana za niezależną – gazeta „Azja Plus” przeprowadziła sondę wśród swoich młodych czytelników, dziennikarze postanowili się dowiedzieć: „O co ty zapytałbyś prezydenta”?
Wśród zebranych głosów jest trochę pytań, ale więcej pochwał: „prezydent tak dużo robi dla naszego kraju”, „prezydent pozwala nam dbać o kulturę fizyczną”, „mamy wspaniałe uczelnie, kształcimy wybitnych specjalistów”. Jeśli już padają pytania to w stylu: „Czy możliwe jest wsparcie małego biznesu? Wtenczas dobrze wykształceni absolwenci założą własne firmy, a nie uciekną na zachód”., albo: „Czy możliwe jest poszukiwanie pracy poza miejscem zamieszkania? Młodych ludzi ogranicza bowiem obowiązek meldunkowy”.
O prawdziwe problemy nikt w Tadżykistanie nie zapyta. Bo choć „Azja Plus” uważana jest za tytuł niezależny, to i tak nie może krytykować prezydenta i na pierwszej stronie zamieszcza informacje o oficjałkach z udziałem głowy państwa i jego nudnych przemówieniach.
A prawdziwymi problemami w Tadżykistanie jest: niewyobrażalna bieda, szczególnie na prowincji (zupełny brak perspektyw dla młodych ludzi, przede wszystkim kobiet), brak prądu, wody – ludzie chodzą po wodę nawet i po dziesięć kilometrów, brak dróg – w tym górzystym kraju zimą niektóre regiony są izolowane od świata nawet przez kilka miesięcy ttd. W tym kontekście takie problemy jak wolność słowa, czy autorytarny system rządów obchodzą inteligencję zamieszkującą Duszanbe, a nie większość ludzi każdego dnia walczących o byt. Tak więc w Tadżykistanie młodzi albo godzą się ze swoim życiem, albo emigrują za chlebem (dotyczy to szczególnie mężczyzn). Pogodzenie z życiem oznacza biedę, a w przypadku kobiet najczęściej wejście w rolę ofiary przemocy domowej.
Na takie życie nie godzi się zaledwie garstka, dlatego Rustam Gulow, bloger i prawnik (czyli: aktywista, zjawisko rzadko w Tadżykistanie spotykane) ośmielił się zadać pytanie nie odklejone od rzeczywistości i chyba jako jedyny dotknął jednego z prawdziwych i ważniejszych problemów. Otóż spytał: „Interesuje mnie kwestia przymusowego wcielania do wojska. Niedawno napisałem pismo do prezydenta w tej sprawie. Otrzymałem informację, że zostało ono przekserowane do Ministerstwa Obrony. Chciałbym więc spytać Prezydenta jak można rozwiązać problem (i pociągnąć do odpowiedzialności, w tym karnej) ludzi, którzy w biały dzień wyłapują na ulicach młodych chłopaków”.
Opowiadali mi o tym młodzi Tadżycy. Taka łapanka rzeczywiście odbywa się w biały dzień: chłopaków pakuje się do ciężarówki i wywozi do jednostki oddalonej setki kilometrów od miejsca zamieszkania. Bliscy całymi miesiącami nie wiedzą co dzieje się z ich synem, albo mężem.

Antyfaszyści z pięściami

Nie milkną echa zajść w Kijowie 18 maja. Doszło wówczas do bijatyki, którą wywołali krzepcy młodzieńcy. Partia Regionów zaprzecza, aby osiłki były na jej usługac. Jej przedstawiciele twierdzą nawet, że karki podszyli się się pod zwolenników Partii Regionów, która wówczas organizowała antyfasztowską demonstrację – jako odpowiedź na demonstracje opozycji.

Ale jak pokazuje ten filmik – te same osoby były na festynie Partii Regionów oraz wzięły udział w drace.

Internauci przypomnieli o Tymoszenko

Na You Tube’e pojawił się klip ilustrujący – zdjęciami byłej premier Julii Tymoszenko piosenkę Nezależnist’ (niezależność niezawisłość) zespołu Okean Elzy.
Klip – zrealizowany przez internautę – przypomina czas politycznej kariery Tymoszenko (spotkania z europejskimi politykami jak Angela Merkel, czy Donald Tusk) i późniejszy jej los: proces, aresztowanie, chorobę w areszcie. Dlaczego ukraińskie media piszą o tym klipie i dlaczego ważne jest przypominanie o tym, co dzieje się z byłą premier właśnie dziś? Jest ważne, ponieważ na Ukrainie coraz wyraźniej widać, że nie ma woli politycznej, by uczciwie zająć się sprawą Tymoszenko – podległe władzy sądownictwo uniemożliwia przeprowadzenie procesu zgodnego z normami prawnymi. Zresztą, dlaczego sądzona jest akurat Tymoszenko? Przecież gdyby na Ukrainie nagle miano zacząć przyglądać się postępowaniu elit politycznych (byłych i obecnie rządzących) za kratkami musiałaby znaleźć się połowa Werchownej Rady, nie wspominając już o oligarchach, którzy czystych interesów nie robili i nie robią. Tymoszenko siedzi, ponieważ rządzący wciąż uważają ją za zagrożenie polityczne. Świadczy o tym choćby fakt, że prezydent Wiktor Janukowycz zdecydował się niedawno na ułaskawienie Jurija Łucenki, byłego ministra spraw wewnętrznych, w rządzie Julii Tymoszenko, atamana pomarańczowej rewolucji (zadaniem Łucenki była m.in. organizacja bezpieczeństwa na kijowskim Majdanie). Fakt, że Łucenko został ułaskawiony nie oznacza uchylenia wyroku skazującego – dlatego też były minister jest pozbawiony biernego prawa wyborczego, czyli de facto spalony jest w polityce.
Prezydent Janukowycz zdecydował się na ten „gest” wobec Łucenki chcąc wysłać pozytywny sygnał w stronę Zachodu. Jesienią ma się bowiem odbyć szczyt Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, teraz właśnie waży się kwestia, czy podczas szczytu Ukraina podpisze z Unią Europejską Umowę Stowarzyszeniową (w 2012 roku doszło jedynie do jej parafowania). Ukraińskie elity rządzące przeprowadzają przed szczytem demokratyzację na niby, dlatego na temat Tymoszenko – wobec której wysuwane są coraz to nowe oskarżenia, ostatnie o zlecenie morderstwa – w ogóle nie chcą podejmować dyskusji. Tymoszenko w więzieniu była bita, utrudniano jej dostęp do lekarza, podczas gdy choroba kręgosłupa uniemożliwiała jej poruszanie się. „Gesty” Janukowycza są więc pozorne, nie można liczyć na chęć prawdziwej demokratyzacji na Ukrainie. Przypomnijmy: w regionach praktycznie zniszczono struktury opozycyjnych partii, coraz trudniej jest działać organizacjom pozarządowym, telewizja stała się rosyjskojęzyczną tubą propagandową – i długo, naprawdę długo by wymieniać. Może dlatego ważny jest klip przypominający o losach Tymoszenko wrzucony na You Tube. Ilustruje jak jest na Ukrainie z demokracją i równością wobec prawa.

Ormianka matka Turków

Okazuje się, że są wyjątki od wielkiej nienawiści Turków i Ormian. Żywym tego przykładem jest Ermine Dalmazjan, której w Turcji przyznano tytuł Matki Roku. Ermine kilka lat temu przyjechała do Turcji, gdzie poznała Muhameda, wdowca z czwórką dzieci – nie tylko wyszła za niego za mąż, nie tylko odchowała jego najmłodsze dziecki, ale też dała mu dwa następne. Napisała o tym wszystkim gazeta Hurriyet a ormiański portal news.am podał tę informację Ormianom, ale jak zauważył jeden z internautów, news.am nie podał już, co Ormianka mówiła tureckiej gazecie – a mówiła mniej więcej, że w Armnii nikt tak dobrze Turków by nie traktował i ona z radością przeszła na islam.

W ormiańskim internecie już trwa dyskusja na temat przyznania Ermine zaszczytnego tytułu – ale sądząc z jej przebiegu w Armenii nie wszyscy się z niego cieszą… Ciekawe, czy gdyby Ermine (teraz właściwie Aisza) przyjechała w rodzinne strony z rodziną, zostałaby ciepło przyjęta?

 

 

Jak konto, to tylko w Rosji

Władimir Putin właśnie podpisał prawo zakazujące wysokopostawionym urzędnikom państwowym posiadać konta zagranicą. Dotyczy to też ich najbliższych rodzin. Można by pomyśleć, że to z troski o pieniądze Rosjan – wszak lokowanie pięniędzy w tak niepewnych miejscach jak Cypr może sie obrócić przeciwko owym „drobnym” ciułaczom. Albo nie – chodzi o to, że wspomóc rosyjski system bankowy – też nie, przecież oficjalnie rosyjscy urzędnicy i politycy zarabiają kopiejki i ich oszczędności są bardzo skromne. Putin po prostu skrócił smycz, na której trzyma rosyjską administrację. Niejeden członek elity gromadził pieniądze na Zachodzie, tam się budował, miał tam żonę i kochankę, a dzieci ze wszystkich swym małżeństw kształcił w Szwajcarii albo Anglii. Konto w zachodnim banku było jego polisą ubezpieczeniową. W razie kłopotów zawsze mógł uciec, prosić o azyl i żyć spokojnie. Albo przynajmniej jego rodzina byłaby zabezpieczona. Putin chce te możliwości ograniczyć. Ciekawe czy pójdzie dalej – może przecież okazać się, że dzieci rosyjskiej elity, by dawać przykład patriotyzmu, chodzić będą mogły tylko do rosyjskich szkół. Albo jak komuś przyjdzie ochota zdradzać swoją Tatianę, to tylko z jakąś Tamarą czy Olgą Iwanowną w podmoskiewskiej daczy, ale nie z żadną tam Kate czy Susan z londyńskiej Chelsea.

Znów się kłania średniowiecze – kiedyś poddani byli przypisani do ziemi, teraz są przypisani do konta.

 

 

Kto wierzy w miłosierdzie Janukowycza

Głowa Ukraińskiej Cerkwi Kijowskiego Patriarchatu, Filaret wierzy, że Janukowicz okaże miłosierdzie Julii Tymoszenko i uwolni ją tak, jak wcześniej uwolnił b. ministra spraw wewnętrznych Jurija Łucenkę. Ostatnio pisałem o tym, jak dobry car Putin wsłuchuje się w głosy narodu (BTW – znów pobił rekord) podczas audycji telewizyjnej na żywo, Janukowycz też jest carem – tylko trochę mniejszym. Wiem, że Filaret chciał dobrze, ale deklarowanie wiary w miłosierdzie władcy i w to, że zlituje się nad swymi przeciwnikami, to trochę pachnie średniowieczem…

Wiary w Janukowycza nie ma za to Witalij Portnikow. Ten znany ukraiński dziennikarz pisze na swoim blogu, że Ukraina tak kręciła się w kółko między Europą a Rosją, że się zakręciła. Chodzi o to, że Kijow stwierdził, że mógłby zostać członkiem-obserwatorem Unii Celnej konstruowanej przez Rosję (tak, żeby zrównoważyć opcję europejską) – tym razem jednak Rosja odpowiedziała, że owszem, może się zastanowić na jakich warunkach. I te warunki są niespodzianką – otóż nagle okazuje się, że Wschód też może stawiać warunki. Wychodzi na to, że Ukraina przekonana iż wszystkim na niej zależy, teraz dowiaduje się od wszystkich, że musi spełniać jakieś warunki. To może być dobra lekcja, a Kijów wreszcie zmiłuje się nad wszystkimi, którzy próbują zrozumieć, o co chodzi Ukraińcom i wreszcie przestanie lawirować.

 

 

Co nam powie Putin?

Dziś Władimir Putin znów będzie odpowiadał na pytania Rosjan. To już 11 raz jak przywódca narodu na żywo wystąpi w telewizji – scenariusz co roku jest podobny: Putin odpowiada na pytania, poucza, bawi i załatwia problemy. Na ten raz pytania są zbierane już od czterech dni – ponoć jest już ich półtora miliona. Putin z roku na rok przedłuża czas spotkania z narodem – jego rekord z 2011 roku to cztery i pół godziny – czy go dziś pobije? Zadzwonić i porozmawiać z Putinem może właściwie każdy. Pewna babcia z chutora Diegtariewskij skarżyła się, że nie ma tam bieżącej wody. Putin obiecał pomoc, ale nie poskutkowało, dopiero, gdy dwa lata później, podczas kolejnego spotkania, pogroził stawropolskiemu gubernatorowi – wodociąg pojawił się niemal natychmiast. Innym razem  zadzwonił uczeń skarżąc się, że jego szkoła nie ma ogrzewania – „Gubernator nas słyszy i zrobi wszystko, by szkoła mogła znów funkcjonować” – ni to obiecując, ni to grożąc (gubernatorowi) odparł Putin. Nie bardzo pomogło, bo rok później znowu dzwoniono z tej samej miejscowości mówiąc, że dalej nie ma ogrzewania… A po telefonie mieszkańca Władywostoku, który skarżył się na korupcję, gubernator Kraju Nadmorskiego podał się do dymisji. Najczęściej bowiem wychodzi bowiem na to, że wszystkiemu winni są gubernatorzy.

Krótko mówiąc – spotkania Putina z narodem – to nowa wersja bajki o dobrym carze, który  troszczy się o swój lud. W dawnych czasach władcy rzekomo w przebraniu wychodzili na miasto, by dowiedzieć się, co ludzie tak naprawdę myślą. Teraz Putinowi wystarczy telewizja. Wszyscy są szczęśliwi – władca ma poczucie, że ma kontakt z narodem, naród, że może w każdej chwili zwrócić się do swego władcy.

A że życie w Rosji wcale się od tego nie poprawia? Cóż, tak to jest w bajkach – car jest dobry, ale pewno bojarzy źli…

 

 

Zupełnie Inny Świat

Pismo Zupełnie Inny Świat – adresowane do młodych czytelników – wydało numer poświęcony Rosji. Redakcji należą się gratulacje, bo rzeczywiście kraj ten udało się pokazać „ zupełnie inaczej”.
Nie jest to publikacja dla kogoś, kto Rosją się zajmuje zawodowo i bywa w niej co jakiś czas. Ale lektura periodyku może być pożyteczna nie tylko dla młodzieży, to pismo może się okazać ciekawe także dla czytelników gazet codziennych, którym doskwiera ciągłe uszczuplanie kolumn działów zagranicznych. Bo w polskiej prasie o Rosji pisze się w kontekście wielkiej polityki, sporów historycznych i oczywiście katastrofy smoleńskiej. Czasem wpadnie coś z kultury. Jeśli komuś tych wiadomości nie wystarcza, może uciekać do książek – wiele jest publikacji reporterów (wydających książki przede wszystkim w wydawnictwie „Czarne”). Opisują Rosję prawdziwiej i głębiej. Bo niestety, kiedy czytamy newsy w gazetach możemy sobie wyobrazić jak pracuje korespondent w Moskwie – szybko przełącza kanały telewizyjne i spisuje notki z agencji informacyjnych. Tymczasem w periodyku Zupełnie Inny Świat możemy przeczytać o radzieckim undergroundzie (kulturze rosyjskich punków, rokowej scenie muzycznej), piłce nożnej, o wspólnych projektach studentów z Polski i Kaliningradu (służących bliższemu poznaniu i debacie), o podróżowaniu po Rosji. Numer jest nasycony treścią, różnorodny, niezwykle ciekawy. Redakcji udało się to, co sobie założyła:
„Redakcja to ludzie, którym bliska jest koncepcja „pracy u podstaw”, budowania czegoś samemu, a nie odcinania kuponów od czyichś sukcesów. Różne drogi prowadziły nas do „Zupełnie Innego Świata”: ja pracując z młodzieżą, nie chciałem już dłużej zgrzytać zębami patrząc na to jak edukuje młodzieżowa prasa, Marcin przypadkowo włączył radio, Sebastian był na koncercie, który organizowaliśmy, Agata uczestniczyła w treningu interpersonalnym, który współprowadziłem. Czas i przypadek rządzi wszystkim?”
To brzmi naiwnie: ale polepszanie relacji między narodami nie dokonuje się jedynie gestami polityków, tylko zbliżaniem społeczeństw. Jeśli będzie więcej takich inicjatyw, jak ostatni numer periodyku „Zupełnie Inny Świat”, to uda nam się lepiej zrozumieć z Rosjanami. Tylko tu potrzeba pomysłów, wytrwałości, pracy. Tymczasem dziś przeczytałam, z przerażeniem, że powstały puzzle dla dzieci dotyczące Smoleńska.

Rura jest prosta, a sprawa skomplikowana…

Piątkowe zamieszanie wokół rurociągu Jamał II pokazuje, jak wielki kłopot mamy z kwestią zakupu gazu od Rosjan. Splata się tu wielki biznes, wielka polityka, a nawet geopolityka, bo okazuje się, że zakup przez nas gazu jest także elementem naszych stosunków z Ukrainą. Po części powtarza się historia sprzed dekady, kiedy to Rosjanie chcieli budować przez Polskę tzw. peremyczkę, a więc łącznik ze Słowacją, który pozwalałby Rosjanom omijać Ukrainę. Zaprotestowaliśmy wtedy w imię solidarności z Ukrainą.

Jeden z ekspertów rynku energetycznego – Andrzej Szczęśniak, twierdzi, że ceną za to była decyzja o budowie Nord Stream – innymi słowy Rosjanie nie widząc w nas nadiożnych partnerów – dogadali się z Niemcami i my wyszliśmy na tym jak Zabłocki na mydle, bo Nord Stream omija też Polskę.  Czy ma rację – nie wiem. Gazprom pewnie i tak przystąpiłby do budowy Nord Stream.

Inna sprawa, że Ukraińcy nie bardzo nam pamiętali tę solidarność. Kilka lat później premier Jechanurow snuł plany ominięcia Polski przy innym projekcie energetycznym.

Niewątpliwie jest tak, że nie wysyłamy Rosjanom sygnałów zachęcających do współpracy – właściwie głośno mówimy, że kupujemy od nich gaz ze wstrętem, bo innego wyjścia nie mamy. Byłaby to postawa zrozumiała, gdybyśmy mieli dużo własnych zasobów, albo naprawdę zdywersyfikowali źródła importu gazu. Tymczasem niewiele w tym zakresie zrobiliśmy. Gazem łupkowym też jeszcze się nie grzejemy. Jako państwo tranzytowe powinniśmy być zainteresowani w tym, by przez nasze terytorium płynęło jak najwięcej surowców i towarów. Jeśli z jakichś powodów mamy rezygnować z takiej możliwości, powinny być podane wiarygodne argumenty.

Rząd ma teraz twardy orzech do zgryzienia. Najpierw musi wyjaśnić sprawę komunikacji we własnym gronie, potem kwestię tego, czy ktoś z rządu podejmował decyzję o podpisaniu memorandum w Petersburgu (wypowiedzi ministra Piechocińskiego są tu bardzo niejasne – niby wiedział, ale nie wiedział). Najważniejsze jednak, żeby dowiedzieć się, czy pomysł Rosjan jest na serio (a raczej nie), czy też próbują nas ładnie ograć. Jeśli tak – to wrzutka im się udała.